Wyrok TSUE z 30 kwietnia 2026 r. (C-246/25, Hańczynek) – czy nieważny aneks „cofa” kredyt do złotówek?
30 kwietnia 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał jeden z ciekawszych wyroków ostatnich miesięcy w sprawach kredytów powiązanych z walutą obcą. Wyrok C-246/25 (Hańczynek) dotyczy sytuacji, która przez lata była na marginesie sporów frankowych, ale w praktyce obejmuje tysiące kredytobiorców.
Chodzi o przypadki, w których kredyt pierwotnie był złotowy, a dopiero później – na podstawie aneksu – został „przekształcony” w kredyt frankowy. To właśnie skutki nieważności takiego aneksu były przedmiotem pytania prejudycjalnego.
Nie jest to klasyczna sprawa frankowa. To sprawy „pośrednie”, często trudniejsze, mniej jednoznaczne i do tej pory rozstrzygane w Polsce bardzo różnie.
TSUE miał odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: co zrobić z umową, jeżeli to nie sama umowa, lecz dopiero późniejszy aneks zawiera nieuczciwe postanowienia?
Czy nieważny aneks unieważnia cały kredyt?
Odpowiedź Trybunału na pierwszy rzut oka wydaje się korzystna dla banków: nieważność aneksu nie musi automatycznie prowadzić do nieważności całej umowy.
TSUE dopuścił rozwiązanie, w którym
- wadliwy aneks „wypada” z umowy,
- a kredyt wraca do pierwotnej postaci (np. PLN + WIBOR).
Takie podejście od lat forsowały banki i częściowo było ono obecne w orzecznictwie krajowym. Nic więc dziwnego, że pierwsze komentarze medialne mówiły o tym wyroku jako o „rozsądnym” czy „wyważonym” i podkreślały, że umowa może dalej obowiązywać bez aneksu. Problem w tym, że to tylko połowa tego wyroku.
Najważniejsze zastrzeżenie TSUE: żadnego automatyzmu
To, co naprawdę zmienia ten wyrok, to nie sama możliwość „powrotu do umowy pierwotnej”, ale warunki, jakie muszą być spełnione, aby było to dopuszczalne.
TSUE jasno wskazał, że:
- każdą sprawę trzeba oceniać indywidualnie,
- sąd nie może mechanicznie uznać, że „wracamy do PLN”,
- musi zbadać skutki takiego rozwiązania dla obu stron.
W praktyce oznacza to odejście od prostego schematu: aneks nieważny oznacza powrót pierwotnej umowy na rzecz oceny: czy taki powrót rzeczywiście chroni konsumenta?
Czy powrót do umowy PLN zawsze jest korzystny?
I tu pojawia się kluczowy problem, na który zwrócił uwagę Trybunał. Powrót do pierwotnej umowy może być dla konsumenta nie tylko neutralny, ale wręcz niekorzystny. Może oznaczać:
- wyższe oprocentowanie (np. WIBOR zamiast LIBOR),
- konieczność dopłat,
- pogorszenie ogólnych warunków ekonomicznych kredytu.
TSUE wyraźnie ostrzegł, że takie sytuacje są niedopuszczalne – bo ochrona konsumenta ma być realna, a nie tylko formalna. Powrót do starej umowy nie może pogarszać sytuacji kredytobiorcy ani niweczyć ochrony wynikającej z dyrektywy 93/13.
Bank nie może korzystać na własnej abuzywności
Drugim bardzo mocnym elementem wyroku jest kwestia tzw. efektu odstraszającego. TSUE przypomniał coś, co często w sporach frankowych schodzi na dalszy plan: bank nie może „wyjść na plus” dzięki nieuczciwym postanowieniom. Jeżeli więc aneks jest nieważny, ale jego usunięcie prowadzi do rozwiązania korzystnego dla banku, to taka konstrukcja może być sprzeczna z prawem unijnym.
Ten wątek bardzo wyraźnie podkreślił też Rzecznik Finansowy, wskazując, że sąd musi zbadać, czy przywrócenie umowy nie daje bankowi nieuzasadnionych korzyści i nie osłabia efektu odstraszającego.
Co ten wyrok oznacza w praktyce?
Wbrew uproszczonym przekazom, wyrok TSUE nie daje jednej gotowej odpowiedzi. Nie mówi ani: „zawsze utrzymujemy umowę”, ani „zawsze ją unieważniamy”.
Zamiast tego wprowadza standard, który można streścić następująco:
- umowa może „wrócić” do pierwotnych warunków,
- ale tylko wtedy, gdy naprawdę chroni to konsumenta i nie premiuje banku.
To powoduje bardzo konkretną zmianę w prowadzeniu spraw. Po pierwsze, kończy się możliwość automatycznego stosowania jednego schematu przez sądy.
Po drugie, znaczenia nabiera analiza ekonomiczna, trzeba pokazać, czy powrót do umowy PLN jest korzystny czy nie. Po trzecie, pojawia się silny argument przeciwko rozwiązaniom, które ograniczają odpowiedzialność banków.
W tym kontekście pojawia się jeszcze jedna, bardzo istotna konsekwencja tego wyroku, która dopiero zacznie być widoczna w praktyce sądowej. Moim zdaniem orzeczenie TSUE wzmacnia stanowisko, zgodnie z którym w przypadku kredytów „przekształconych” aneksem nie zawsze zasadne jest sięganie po najdalej idące rozwiązanie w postaci nieważności całej umowy. Skoro bowiem problem dotyczy konkretnego elementu stosunku prawnego, samego mechanizmu waloryzacji wprowadzonego aneksem, to naturalnym kierunkiem jest jego eliminacja przy jednoczesnym utrzymaniu pozostałej części stosunku prawnego.
Innymi słowy, wyrok ten otwiera przestrzeń do koncepcji, którą można określić jako „odfrankowienie aneksu”, a nie unieważnienie całej umowy.
Takie podejście jest spójne z logiką dyrektywy 93/13 i orzecznictwa TSUE: kluczowe jest usunięcie nieuczciwego mechanizmu, a nie automatyczne eliminowanie całego stosunku prawnego, jeżeli nie jest to konieczne dla zapewnienia skutecznej ochrony konsumenta.
Co więcej, w wielu przypadkach właśnie takie rozwiązanie może lepiej realizować cele wskazane przez Trybunał – pozwala uniknąć sytuacji, w której kredyt „wraca” do mniej korzystnych warunków pierwotnych (np. wysokiego WIBOR-u), a jednocześnie uniemożliwia bankowi korzystanie z wadliwego mechanizmu indeksacji.
Nie oznacza to oczywiście, że „odfrankowienie aneksu” będzie właściwe w każdej sprawie. Wracamy tu do punktu wyjścia: brak automatyzmu. To sąd, przy uwzględnieniu konkretnej sytuacji kredytobiorcy, powinien ocenić, które rozwiązanie najlepiej realizuje ochronę konsumenta i efekt odstraszający wobec przedsiębiorcy.
Jednak trudno nie odnieść wrażenia, że wyrok TSUE wzmacnia argumentację za bardziej precyzyjnym „chirurgicznym” podejściem do wadliwych aneksów – zamiast prostych i często zbyt uproszczonych rozwiązań polegających na unieważnianiu całych umów.
Czy to wyrok korzystny dla kredytobiorców?
To zależy od konkretnej sprawy i tu właśnie leży jego znaczenie. Z jednej strony wyrok potwierdza, że nie każdy wadliwy aneks prowadzi automatycznie do nieważności całej umowy, co podkreślają przedstawiciele sektora bankowego. Z drugiej strony TSUE daje sądom narzędzia do tego, aby nie akceptować „prostego powrotu do PLN”, jeśli jest on niekorzystny dla klienta, i wzmacnia znaczenie ochrony konsumenta jako realnej, a nie formalnej.
W praktyce oznacza to, że w wielu sprawach wyrok ten może wręcz wzmocnić argumentację kredytobiorców, szczególnie wtedy, gdy bank będzie próbował „ratować” umowę przez powrót do pierwotnych warunków.
Podsumowanie
Wyrok TSUE w sprawie C-246/25 nie jest ani przełomem „dla banków”, ani jednoznacznym zwycięstwem kredytobiorców. Jest natomiast bardzo ważnym sygnałem, że:
- nie wystarczy formalne usunięcie nieuczciwego postanowienia,
- trzeba ocenić realne skutki dla konsumenta,
- a bank nie może czerpać korzyści z własnych nieuczciwych praktyk.
Innymi słowy to wyrok, który przesuwa ciężar sporu z prostych schematów na konkretną analizę każdej umowy. I właśnie dlatego jego znaczenie będzie rosło wraz z kolejnymi sprawami trafiającymi do sądów.